Strona Główna > Posty > 14 października

Administrator tekstu:

IDMJP2

Data:

15 listopada 2018

14 października


W 1978 roku rozpoczęło się konklawe po śmierci Jana Pawła I.

W 1981 roku Ojciec Święty wygłosił katechezę o cierpieniu. Papież powiedział wtedy: Chrystus dał mi tę łaskę, że mogłem cierpieniem, zagrożeniem własnego życia i zdrowia dać świadectwo Jego prawdzie i Jego miłości.
W ramach Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, w Rzymie odbył się Jubileusz Rodzin. Było to zarazem III Światowe Spotkanie Rodzin. 14 października w rzymskich bazylikach i kościołach odprawiono Msze święte w różnych językach dla rodzin przybyłych do Wiecznego Miasta z całego świata. Wieczorem na Placu św. Piotra ok. 250 tys. osób wzięło udział w spotkaniu z Janem Pawłem II. Pięć rodzin, reprezentujących różne kontynenty, podziękowało papieżowi za zaproszenie na spotkanie, a pięć par dzieci złożyło mu symboliczne dary. Głównym punktem spotkania były świadectwa rodzin, dzieci i duszpasterzy opiekujących się rodzinami. Ojciec Święty pobłogosławił też sto rodzin należących do Drogi Neokatechumenalnej, które poświęciły się całkowicie pracy apostolskiej.

Dzisiejszego wieczoru pragniemy tu właśnie odtworzyć duchowy klimat nazaretańskiego domu. Rozległa przestrzeń, na której się spotkaliśmy, pomiędzy Bazyliką a kolumnadą Berniniego, jest naszym domem, wielkim domem pod otwartym niebem. Zgromadzeni tutaj jak prawdziwa rodzina, «jedno serce i jedna dusza» (por. Dz 4, 32), możemy sobie wyobrazić i bezpośrednio odczuć ciepłą i serdeczną atmosferę tego skromnego domu, w którym Maryja i Józef dzielili swój czas między pracę i modlitwę, a Jezus «był im poddany» (Łk 2, 51) i włączał się stopniowo we wspólne życie. Wpatrując się w Świętą Rodzinę, odczuwacie jako chrześcijańscy małżonkowie potrzebę zastanowienia się nad zadaniami, jakie Chrystus wam powierza wraz z waszym wspaniałym, ale trudnym powołaniem.

Temat waszego Jubileuszu: «Dzieci są wiosną rodziny i społeczeństwa», może wam wskazać ważne kierunki tej refleksji. Czyż bowiem dzieci nie poddają nieustannie rodziców swoistemu egzaminowi? Czynią to nie tylko przez częste zadawanie pytań, ale także samym wyrazem twarzy, czasem roześmianej, a czasem zasmuconej. W cały ich sposób bycia, czasem nawet w ich dziecięce kaprysy, są jak gdyby wpisane pytania, wypowiadane w najróżniejsze sposoby, które moglibyśmy odczytać na przykład tak: mamo, tato, czy mnie kochacie? Czy naprawdę jestem dla was darem? Czy akceptujecie mnie takiego, jaki jestem? Czy zabiegacie zawsze o moje prawdziwe dobro? Te pytania zadawane są może bardziej oczyma niż słowami, ale uświadamiają rodzicom ich wielką odpowiedzialność i są dla nich jak gdyby echem głosu Bożego.